Słuchając historii o wyczynach Armii Ludowej naprawdę nie wiadomo śmiać się czy płakać. Śmiech wywołują historie o największych akcjach bojowych GL-AL, z których zdawano raporty o zdobyczach w stylu: trzy pierścionki damskie, dwa naszyjniki, trzy halki, jedna suknia, cztery spinki do włosów, torebka damska i 500 zł. Śmiejemy się gdy słyszymy, że do odparcia ataku oddziału wystarczył jeden wystrzał, a kilku uzbrojonych w widły i siekiery polskich chłopów stanowiło wystarczająco zaporę dla rozwoju „organizacji” w niejednej gminie. Poważnie i nieprzyjemnie się robi gdy dowiadujemy się o bestialskich mordach i gwałtach na zazwyczaj bezbronnych mieszkańcach polskiej prowincji, czy ukrywających się żydach.

Spotkanie z Leszkiem Żebrowskim, które odbyło się 27 marca w siedzibie Stowarzyszenia Koliber było znakomitą okazją poznania historii, strategii i działań oddziałów GL-AL spod znaku Polskiej Partii Robotniczej.

Od początku wojny los polskich komunistów był trudny. Partii jako takiej nie było. Wypuszczeni przez Hitlera komuniści stracili kontakt z centralą. Gdy wszyscy zaczynali konspirować oni nie mogli występować przeciwko jedynemu sojusznikowi Stalina jakim byli Naziści.

Po czerwcu 1941 roku nagle okazali się bardzo potrzebni. Ale też nie tak jak myśleli. Zesłani na spadochronach z Moskwy założyciele Polskiej Partii Robotniczej zakazali używania haseł, nawet nazwy komunistyczna w nazwie partii. Tłumaczyli, że to „niepoprawne politycznie”.

Utworzenie siły zbrojnej było jeszcze trudniejszym zadaniem. Komuniści nie mogli liczyć (poza paroma przypadkami) na oficerów Wojska Polskiego. W ich szeregi nikt z miejscowych nie chciał wstępować. Dlatego do AL włączano w całości grupy bandytów, które były już wtedy plagą polskiej prowincji. – Zaproponowano im układ. Będą mogli robić to co robili do tej pory, ale dostaną komunistycznych przywódców i politruków, a po wojnie zamiast trafić do więzień zostaną bohaterami – mówił Leszek Żebrowski. Mieli dowodzić nimi przerzuceni z różnych krajów (np. z Francji) przez NKWD wyszkoleni wojskowo komuniści, uczestnicy wojny domowej w Hiszpanii.

Jak przekonywał Leszek Żebrowski, przywołując i okazując zebranym odpowiednie źródła, oddziały te nadal trudniły się głównie bandytyzmem, gwałtami i rabunkami. Choć z czasem zaczęły też od czasu do czasu wykonywać rozkazy przełożonych czyli mordować „reakcjonistów”. Zazwyczaj aktywniejszych polaków współpracowników podziemia o różnej barwie politycznej.

Mieli też za zadanie spowodować swoimi akcjami jak największe straty w ludziach po stronie Polskiej poprzez prowokowanie Niemców do akcji odwetowych. Za ataki na urzędy, spalenie jakiejś dostawy, czy zamordowanie niemieckiego żołnierza władze okupacyjne okrutnie mściły się na okolicznych mieszkańcach na czym właśnie zależało przywódcom Armii Ludowej.

Oddziały Armii Ludowej miały też na swoim koncie masowe morderstwa na zbiegłych z obozów i gett żydach, które potem przypisywano polskiemu podziemiu. Największym kuriozum jest obecność w szeregach AL oddziału złożonego ze zbiegłych SS-manów wartowników obozu w Treblince.

Prelegent nie omieszkał wspomnieć o wyjątkowym „wyzwoleniu seksualnym” jaki cechował dowódców i członków oddziałów partyzanckich AL. Przysparzało to okolicznym mieszkańcom nie mniej cierpień niż ciągłe napady rabunkowe.

To oczywiście jedynie zarys wykładu, który był jedynie zarysem całej w 100 proc. sfalsyfikowanej przez komunistów historii GL-AL, która nadal czeka na pełne opracowanie. Podczas wykładu i dyskusji, która odbyła się po nim (na spotkanie przybyło ok. 40-50 osób, głównie młodzieży) przypomniano postulat stowarzyszenia Koliber, które dąży dekomunizacji ulic w stolicy, a przede wszystkim do zmiany nazwy ulicy w centrum Warszawy z alei Armii Ludowej najlepiej na aleję Narodowych Sił Zbrojnych.

Radni Platformy Obywatelskiej twierdzą, że nie można tego zrobić żołnierzom AL, którzy wzięli udział w Powstaniu Warszawskim. Dlatego specjalną część wykładu poświęcono właśnie temu  „udziałowi”. Tu wystarczy wspomnieć, że przygotowując się do powstania Stanisław Skrypij, szef sztabu GL (później AL) Okręgu Warszawa wydał jeszcze w 1943 roku instrukcję, w której wprost twierdził, że wrogami dla komunistów w powstaniu będą na równi faszyści niemieccy i polscy, a w pierwszych dniach powstania polecał strzelać bez pardonu do „polskiej reakcji”. Twierdził, że w panującym chaosie nikt się nie połapie, kto do kogo strzelał (cyt. „będzie można bezkarnie trzepnąć ten czy inny oddział reakcji”).

Dziękujemy za takich patronów!

Zapraszamy też na kolejne spotkanie z cyklu. Już 3 kwietnia w siedzibie stowarzyszenia przy ulicy Zgoda 4 m 6 (klatka I, piętro III) spotkanie z Tadeuszem Płużańskim „Żołnierze Wyklęci – zakłamana historia polskich bohaterów”.